Kids Lifestyle

Usłyszałam tylko – „jesteś bezpłodna”

DSC_2294a

Bardzo długo zbierałam się do tego posta, po prostu było mi trudno to z siebie wydusić, z żalu, ze wstydu, z bezsilności.. Po jakiś czasie zaczęłam poruszać ten drażliwy temat z różnymi kobietami i okazało się, że takich jak ja jest cała masa. W całej niemocy i w zaistniałym trudnym położeniu zrobiło mi się jakoś raźniej.

Oczywiście gorzej mają Ci, którzy dzieci nie mają wcale, a ja mam już synka Franka. Nawet gdybym już więcej dzieci nie miała, to mam przecież jedno, najkochańsze na świecie..  No tak, ale jak pragniesz drugiego dziecka to jest Ci tak samo przykro, a nawet bardziej, bo wiesz już jaki sens życia nadaje posiadanie dziecka, że macierzyństwo to naprawdę fajna sprawa, kochać i być bezgranicznie i szczerze kochanym to najpiękniejsza rzecz jaka może Ci się przydarzyć w życiu.

Kiedy miałam 24 lata byłam już jakiś czas w związku z moim (obecnym mężem, niegdyś chłopakiem, narzeczonym) czy jak to się tam pięknie, modnie nazywa. Planowaliśmy ślub, widziałam już swój pierścionek zaręczynowy, bo mój mąż jest przecież taki romantyczny, że przed dokonaniem prośby o moją rękę na kolanach,  samej kazał mi go wybrać, żeby nie było reklamacji, za to go właśnie go kocham.  Za brak owijania w bawełnę… Mając uregulowaną sprawę prawie już cywilną, Kamil zaczął przebąkiwać o dziecku. Wtedy pamiętam odpowiedziałam, że tak jasne, ale po ślubie, mam dopiero 24 lata, przecież zdążymy jeszcze… Ta rozmowa dała mi o tyle do myślenia, że może warto by było pójść do ginekologa, sprawdzić czy wszystko jest ze mną w porządku. Pani Doktor przemiła, zbadała mnie, zapytała czy mam fajnego partnera, pamiętam jak dzisiaj, że wykrzyknęłam, że super mi się trafiło i że na dodatek jest bardzo przystojny. Pani Doktor wtedy orzekła, że trzeba odstawić hormony, które biorę, bo organizm musi wrócić do równowagi, zaobserwować czy wszystko funkcjonuje jak należy, a w razie czego gdyby się trafiło dzieciątko będzie przecież ok. Wówczas otworzyłam szeroko oczy, wtedy myśl o dziecku byłaby radosną nowiną, ale musiałabym się przygotować do niej… Los sprawił, że w pierwszym miesiącu po odstawieniu moich magicznych leków, zaszłam w ciążę…. W związku z powyższym  darem płodności chodziłam tu i ówdzie rozpowiadając koleżankom jakie miałam ogromne szczęście, że jestem super płodną babką, że jak tak dalej pójdzie będę miała czwórkę dzieci do 30-tki.  Dziś wiem, że to takie głupie, takie bolesne dla innych.  Inne kobiety, które mają problem z płodnością słysząc ,twoją przechwałkę, że udało się za pierwszym razem, mogą źle się poczuć i pomyśleć, że to niesprawiedliwe, bo one pomimo tylu wysiłków nie mogą zajść w ciążę. Najgłupsze co można mówić wtedy to " powinnaś pomyśleć o ciąży, o powiększeniu rodziny" , teraz wiem, że takie słowa mogą być niestosowne i bolesne dla innych kobiet.

Już jakiś czas po głowie przebijała i się myśl, że chciałabym drugie dziecko, a właściwie zawsze wiedziałam, że drugie musi być i koniec, ale prawdziwie dojrzałam do tej decyzji jesienią zeszłego roku. Dlatego postanowiłam zajść w ciążę, wciąż towarzyszyła mi myśl, że ostatnio było tak łatwo szybko to i tym razem tak będzie, aż tu klops. Na początek tytułem wstępu miesięczny cykl kobiety to skomplikowana machina, mamy kilka etapów w którym działają różne hormony mówiąc w skrócie. Podstawa rozumowania polega na tym, iż w jajnikach dojrzewają pęcherzyki z komórkami jajowymi, które rosną, rosną i tuż przed owulacją najczęściej jeden z nich osiąga wielkość między 25-30mm i pęka spadając do jajowodu, tam czeka na przyjaciela plemniczka, jeśli go spotka, kula się i zarodek przyczepia się do naszego endometrium. Jeśli do tego nie dojdzie, hormony sprawią iż endometrium zacznie się złuszczać, wtedy to właśnie dostajemy okres. Jako, że nasz najserdeczniejszy przyjaciel jest ginekologiem, ale i również nasza dobra koleżanka, dlatego odwiedzając ich w gabinecie postanowiłam upolować owulację na usg. W związku z czym zaczęłam jeździć na monitoring cyklu. Wymyśliłam sobie dodatkowo, że może tym razem dziewczynka, według rad przyjaciół ginekologów podobno sprawdza się reguła, że bliżej owulacji jest chłopiec przed i tuż po dziewczynka. Kiedyś też o tym pisałam . Jeżdżąc tak na ten monitoring, okazało się, że myśl o płci dziecka spełzła na drugi plan, gdyż nie mam owulacji. W pierwszym miesiącu usłyszałam, że to stres w drugim, że wracam do równowagi. Jednak w kolejnych miesiącach o owulacji mogłam już pomarzyć. Wtedy postanowiłam wziąć sprawę w swoje ręce i podpytałam znajomych ginekologów o radę. Co mam teraz zrobić, jak mogę sobie pomóc. Oczywiście usłyszałam, że owe działanie będzie trochę na wyrost, ale jest szereg pomysłów, które będą skutkowały ewentualnym pobudzeniem moich jajników. W związku z czym poddałam się stymulacji clostibegytem. Jechałam pełna nadziei na monitoring i nagłe pęcherzyk zaczął rosnąc, na drugim usg rósł, czyli nagle pojawiła się szansa, że na następnym będzie już blisko owulacji , co oznaczałoby że powróciłam do formy i teraz tylko Mąż musi dopomóc. Po czym udałam się na trzecią wizytę, a tu wiadomość, że żaden pęcherz nie pękł, że się zmniejszył, że po prostu owulacji nie było i już. Ku pocieszeniu usłyszałam, że można podać podwójną dawkę leku, bo czasem pojedyncza nie działa. Wówczas postanowiłam iść za ciosem i wziąć podwójną dawkę tym razem pewna, że się uda, znowu zdołałam się przekonać, że jestem oporna, ze coś musi być ze mną mocno nie tak. Wróciłam do domu i przepłakałam w poduszkę parę godzin. Zadzwoniłam do Mamy szukając pocieszenia, oczywiście je dostałam i nakazała mi rodzicielka udać się do kliniki ciężkich przypadków. W związku z czym postanowiłam zrobić trochę badań przed udaniem się do jakiegoś innego miejsca. Robiąc szeroki kompleks badań nie wyszło nic, wszystko w normie. Wtedy przyjaciel polecił mi zbadać poziom AMH i okazało się, że jest za wysoki. Z dobrymi wynikami,poza AMH, które wypełniały grubą teczkę pojechałam do kliniki leczenia niepłodności. Specjalista, który mnie przyjmował, był okazem niebywale rzadkim, pierwszy raz w życiu, miałam do czynienia z tak oschłym bez uśmiechu na twarzy człowiekiem, spojrzał na mnie i powiedział z kamiennym grobowym głosem, moim zdaniem to PCO. Czytałam o tym, bo sama wcześniej się doszukiwałam przyczyny. Jednak, żadne prawie objawy mi nie pasowały do tego schorzenia. Nikt wcześniej z lekarzy też nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości. Kiedy usłyszałam, że mnie dotknęła ta wątpliwa przyjemność trafić do grona posiadaczek tego schorzenia zrobiło mi się słabo. Pan Doktor w żadnym przypadku nie podniósł mnie na duchu, mówiąc takich jak Pani jest dużo. Pomagamy, trochę trzeba popracować. Usłyszałam na deser stwierdzenie: „to że ma Pani jedno dziecko to cud, prawdopodobnie wówczas nastąpiła owulacja w wyniku burzy hormonalnej i odstawienia hormonów”. Matko, Franek dziecko z cudu, przecież miał być wynikiem mojej hiperpłodności, tak myślałam do tej chwili… Świat runął, po prostu runął w jednej chwili. Na drugiej wizycie było jeszcze lepiej.. usłyszałam, że moje zajście w ciążę jest wątpliwe i to bardzo, że poleca się podać mi gonadotropiny aby znowu spróbować stymulować organizm, ale wtedy mogą być ciąże mnogie, że trzeba ścisłe to monitorować na usg. Jednak, że trzeba się też liczyć z in vitro. Co in vitro ? Mam przecież dziecko? Dopiero co rząd cofnął dofinansowanie na in vitro.. , zresztą cała ta procedura budzi we mnie masę strachu i nie jestem do niej do końca przekonana. Może gdybym nie miała Franka, gdybym nie miała innego wyjścia… Ale wiem z czym to się wiąże, to nie tylko kosmiczne wydatki, ale także ładowanie w kobietę dziesiątek leków na podtrzymanie by oszukać organizm, bo zarodek podany matce, nie ma wsparcia w postaci ciała żółtego, które wspiera ciążę . Mąż pukał się w głowę, że może odczekamy trochę, że to na pewno nie jest PCOS, przyjaciel lekarz doradził aby się uspokoić.  Stwierdził, że kliniki pomagają i to bardzo, ale w moim przypadku powinnam odczekać, że coś wymyślimy, że lada chwila zajdę w ciążę, bo z moich wyników badań nie widać żadnych nieprawidłowości, dodatkowo żyję w miarę zdrowo i poruszam się.. Nie wiem czemu szukałam pomocy gdzie indziej, czemu bezgranicznie nie zaufałam Maksowi od początku. Bałam się czekania, chciałam większej opieki, starszego Pana w kitlu, żeby ona zobaczył te przeklęte jajniki. Co najśmieszniejsze scenariusz z kliniki, został mi namalowany już wcześniej kredką, że tak tam będzie, że gruba altyeria wiedzie na plan. Duża ilość kobiet z którymi rozmawiałam zachodziły w ciążę, z gorszymi problemami, z jednym jajnikiem, z jajnikami po zawałach etc. Skoro mam jedno dziecko to i przyjdzie na pewno czas na drugie, może tak ma być. Jeśli chcecie znać ciąg dalszy historii zostańcie ze mną. Jednocześnie chcę Wam powiedzieć, że dla Was, dla wszystkich Kobiet postanowiłam zrobić cykl postów ginekologicznych, bo nasz przyjaciel jest świetnym lekarzem, ma dużą wiedzę i może czasem nam coś doradzi i rozjaśni:)

Ginekolog radzi:

Zespół policystycznych jajników (PCOS – polycystic ovarian syndrome) jest jednym z najczęstszych problemów endokrynologicznych z którym zgłaszają się do mnie pacjentki . Dotyczy on nawet 15% kobiet w wieku rozrodczym . Mimo, że jest wiele hipotez na temat przyczyn powstawania zespołu, dokładna jego przyczyna nie została do tej pory poznana. Kluczową rolę w PCOS ma nadmiar androgenów oraz insulinooporność . Dlatego objawy są dosyć charakterystyczne .

PCOS charakteryzuje się hirsutyzmem-­ nadmierne owłosienie (ok 73 % kobiet), rzadkim występowaniem miesiączek (70%) lub ich brakiem (30%), i często niepłodnością (70%) Do tego dochodzą zmiany skórne z łojotokiem (trądzik) i otyłość( nawet 50% pacjentek ).

Kryteria rozpoznania PCOS:

brak lub rzadkie występowanie owulacji, kliniczne i/lub biochemiczne objawy hiperandrogenizacji, 

obecność policystycznych jajników w obrazie USG. 

Do rozpoznania PCOS upoważnia spełnienie co najmniej 2 z wymienionych kryteriów, po wykluczeniu innych patologii (np. wrodzonego przerostu nadnerczy, guzów hormonalnie czynnych wydzielających androgeny, zespołu Cushinga), w których również występują hiperandrogenizm i zaburzenia owulacji.

Co zrobić kiedy usłyszysz z ust ginekologa ten złowrogo brzmiący skrót ? Przede wszystkim – Don’t panic! To tylko awaria 🙂

Największym błędem, który popełniają pacjentki jest natychmiastowe przeczesywanie for internetowych w poszukiwaniu informacji o PCOS . Tam dowiadują się najcześciej , że są w beznadziejnej sytuacji, że zaraz przytyją, będą okropnie wyglądały i najważniejsze, że są w zasadzie bezpłodne i tylko cud może sprawić, że zostaną kiedyś szczęśliwą mamą. Jest to po prostu stek bzdur .W obecnej chwili ginekologia może wam wiele zaoferować i są skuteczne metody leczenia skutków i objawów zespołu policystycznych jajników.

Musimy pamiętać , że nie leczymy rozpoznania tylko pacjentkę. Więc postępowanie będzie inne u kobiety , która przyszła na wizytę i planuję ciążę, a inne u tej którą męczą już nieregularne miesiączkowanie oraz trudności ze schudnięciem i trądzik . Kluczowe jest to ,że  jest zespół polimetaboliczny i jego objawy nie dotyczą tylko narządu rodnego dlatego podchodzimy do tych pacjentek w sposób holistyczny i pomocna jest współpraca kilu lekarzy – ginekologa , endokrynologa , dermatologa internisty i dietetyka .Dzięki takiemu podejściu zespół PCOS przestał być tzw „diagnozą uliczną” Pewnie nawet nie wiecie ile koleżanek z Waszego otoczenia może dotyczyć ten problem. Są jednak szczupłe , zadbane , mają dzieci .

Tak więc głowa do góry!

Na koniec chciałbym dodać , że jest to też często nadrozpoznawalna jednostka chorobowa . Lekarz robi USG i sugeruje – PCOS! . Żeby trafnie ocenić strukturę pęcherzykową jajnika należy wykonać USG na początku cyklu – między 1 a 5 dniem . W praktyce rzadko udaje nam się wykonać u pacjentki badanie w tym właśnie terminie. Dlatego zawsze na koniec należy spokojnie porozmawiać z ginekologiem , przedstawić mu swoje obawy i plany na przyszłość .Lekarz na pewno Was wysłucha i pomoże .

Pozdrawiam serdecznie

lek. Maksymilian Kurkowski 

w trakcie specjalizacji z położnictwa i ginekologii .

Na co dzień pracuje w Szpitalu i w przychodniach na terenie Trójmiasta . Moje główne zainteresowania to : *opieka nad kobietą w ciąży *:niepłodnośc *:zabiegi z zakresu laparoskopii oraz histeroskopii diagnostycznej i operacyjnej

DSC_2359a

DSC_2362a

DSC_2355a

Franek ze mną na plaży, to moja ulubiona sesja, taka 100% moja.

Otulacze Buldogi i Ombre dostępne tutaj

DSC_2370a

DSC_2366a

DSC_2347a

DSC_2341a

DSC_2339a

DSC_2338a DSC_2336a DSC_2334a

DSC_2332a

DSC_2322a

DSC_2321a

DSC_2319a

 

DSC_2314a

DSC_2313a DSC_2307a DSC_2294a DSC_2292a DSC_2290a DSC_2289a DSC_2287a DSC_2286a DSC_2285a DSC_2284a

Zdjęcia: Aleksandra Graff

 

You Might Also Like

4 komentarze

  • Reply
    Kasia
    Lipiec 16, 2016 at 11:50 am

    Moja walka o dziecko z PCOS była trudna i dluga w jednej z najlepszych klinik w Warszawie dostalam po badaniach dokument niepłodność pierwotna. Leczenie in vitro. Kicha kasy nie było a i przekonania do metody. Spotkałam bardzo dobrego lekarza z dużo mniejszego miasta który walczył o każdy pecherzyk i jest nasz cud córeczka. I ciagle ta myśl ze chce się jeszcze drugie ale brak siły i pieniędzy ( leki plus prywatny gabinet). Po trzech latach rozmyślań i podjęcia decyzji idziemy sie znowu leczyć dowiedziałam sie ze jestem w trzecim prawie miesiącu ciąży bliźniaczej. Kocham być matką „wielodzietnej” rodziny.

  • Reply
    Ania
    Lipiec 16, 2016 at 1:15 pm

    Ja mam PCOS i dla mnie to było jak cios. Miałam dopiero 22 lata jak się o tym dowiedziałam i od roku próbuję zajść w ciążę. Na szczęście trafiłam na Panią doktor anioła <3, która pomaga mi i podtrzymuje mnie na duchy tłumacząc na każdej wizycie, że PCOS to nie wyrok i wiele kobiet z tym schorzeniem ma dzieci. Ciągle mam w głowie Jej słowa i w złych chwilach sobie o nich przypominam. Powodzenia w staraniach. Ja się na pewno nie poddam i Tobie życzę tego samego. 🙂

  • Reply
    Anna
    Lipiec 16, 2016 at 5:30 pm

    Proponuję i polecam serdecznie NaProTechnologię! Sama stosuję Metodę Model Creighton. Podaję link do oficjalnej strony Ogólnopolskiego Centrum Troski o Płodność: http://www.fccp.pl/. Życzę powodzenia!

  • Reply
    Ewa
    Lipiec 25, 2016 at 7:31 pm

    U mnie tez łatwo niestety nie było mimo iż mam dwóch wspaniałych synów. Przed pierwsza ciąża usłyszałam od profesora ze mam 2 % szansy na zajście w ciąże. Moja choroba to endometrioza. Bardzo mało o niej sie mowi a nieleczona powoduje bezpłodność bądź trudności w zajściu w ciąże. Przez pierwsza ciąża przeszłam leczenie pół roczne dość silnymi zastrzykami. Udało mi sie zajść w
    Ciąże bez potwory tych ciężkich kobiecych dni, w co początkowo nie wierzyłam lekarzowi kiedy mi tłumaczył ze jego pacjentki po takim leczeniu od razu zachodzą bez powrotu miesiączki. Pózniej tak od razu nie myślałam o drugim dZiecku. Niestety kiedy sie zdecydowałam było za późno bo choroba wróciła., co prawda udało mi sie zaskoczyć bez leczenia ale
    Długo to nie trwało bo poroniłam. Musiałam dojść do
    Siebie zacząć od nowa leczenie to samo tez zastrzykami i tez pół roku. W tym roku w styczniu urodziłam drugiego synka. Nie wolno sie poddawać! Trzeba walczyć do końca! Sprawdź sie pod kontem endometriozy właśnie, bo często dziewczyny na nią chorują a o niej nie wiedza. Gdybys chciała namiary na najlepszego w tej dziedzinie lekarza to pisz na maila! On działa cuda-dosłownie!!! Pozdrawiam ciepło i mam nadzieje ze kiedyś synek doczeka sie siostry albo brata.

  • Zostaw komentarz